Przeczytaj raport i sprawdź, jak wydać książkę

niedziela, 08 marzec 2020 19:36

Co wyróżnia Twoją postać?

Blizna i okulary Harrego Pottera, tarcza Kapitana Ameryki, siekiera Raskolnikowa – każdy główny bohater posiada pewną cechę lub rzecz charakterystyczną, która go wyróżnia. Dlaczego warto o taki detal zadbać i co nim może być?

Dlaczego warto wyróżnić czymś postać?

Umówmy się – książek przez wieki powstało miliony. Lepszych, gorszych. Każda posiadała bohatera. Ci, którzy w żaden sposób się nie umieli wyróżnić, zniknęli zapomniani. Dlatego jeśli chcesz się przebić przez miliony innych utworów, musisz sprawić, że Twój bohater będzie się wybijał z tłumu. Sam charakter może mu w tym nie pomóc, bo mimo wszystko wielu bohaterów posiada dokładnie taki sam zestaw cech. 

Czym można wyróżnić postać? Znaki szczególne na ciele

Może to być blizna o specyficznym kształcie i unikalnym przeznaczeniu, tatuaż lub unikalny kolor oczu. Ważne, aby ta cecha była naprawdę unikalna a zarazem – rzucająca się w oczy. Dobrze jest, aby posiadała także swoją historię. Istotne jest to, aby to była rzecz, która nie stała się bez przyczyny – nawet jeśli to tatuaż, to grunt, aby był wykonany z jakiegoś szczególnego powodu. 

Czym można wyróżnić postać? Gadżety

Jeśli nie chcesz, aby Twoja postać miała jakąś wyróżniającą się cechę fizyczną, zawsze możesz dołączyć do niej jakiś gadżet. Szczęśliwa moneta, amulet, broszka, ulubiona biżuteria, łańcuszek – cokolwiek tylko wymyślisz. Tak jak w przypadku fizjonomii, tak i gadżet musi mieć swoją historię i wartość. Mógł być ofiarowany przez kogoś bliskiego i mieć wartość rodzinną albo znaleziony na polu bitwy. Ważne, aby odgrywał jakąś kluczową rolę w historii, czyli np. stał się symbolem rewolucji jak broszka kosogłosa w „Igrzyskach śmierci” lub patronus Snape’a w „Harrym Potterze”, symbolizujący jego miłość do zmarłej matki głównego bohatera.

Published in Warsztat pisarski
niedziela, 24 czerwiec 2018 11:33

Portret własny pisarza – tak czy nie?

Często tworząc historię wplatamy elementy własnego życiorysu. Nie ma w tym nic dziwnego czy nadzwyczajnego. To naturalna rzecz. W końcu siebie znamy teoretycznie najlepiej. Jest to automatyczne działanie. Jednak czy na pewno dobrze robi naszej powieści? Na ile warto wplatać siebie i swoje życie do utworu, który być może przeczytają miliony?

Dlaczego wplatamy swoje życie?

To odruch. Chodzimy po świecie i patrzymy na niego ze swojej perspektywy. Nie znamy punktu widzenia innych osób, więc uznajemy, że nasz jest najlepszy. Dlatego automatycznie nasi główni bohaterowie przejawiają cechy charakteru, którymi i my możemy się pochwalić. Choć, co ciekawe, zazwyczaj podkręcamy postać do lepszej wersji siebie. Często tworząc bohatera wygładzamy w nim nasze wady i dodajemy cechy, które chcielibyśmy posiadać. Jednak mimo tego czasem bardzo łatwo rozpoznać autora w opisywanej postaci. Szczególnie mogą to wyłowić nasi znajomi i rodzina, która w końcu wie o nas najlepiej. 

Kiedy warto tego nie ograniczać?

Przede wszystkim w sytuacji, kiedy wprost mówimy o tym, że bohater jest wzorowany na nas samych. W końcu czasem robimy taką rzecz w pełni świadomie. Również jest to automatycznie uzasadnione, gdy piszemy pamiętnik lub autobiografię. Siłą rzeczy, wtedy odsłaniamy się niemalże w 100%. 

Kiedy warto przystopować?

Jeśli jednak nie chcemy tworzyć własnej biografii, wówczas warto jednak ograniczyć nieco podobieństwo postaci do nas. Szczególnie w sytuacji, gdy wcale nie chcemy się z nią utożsamiać. Jak zatem to ograniczyć? Niestety sprawa nie jest łatwa. Przede wszystkim dlatego, że sami nie posiadamy odpowiedniego dystansu, aby wyłapać wszystkie podobne cechy między nami a bohaterem. W tej sytuacji najlepiej jest poprosić kogoś znajomego o pomoc w wyłapaniu podobieństw i przedyskutowaniu kwestii, jak można nieco odmienić bohatera, bez całkowitego jego przerabiania. 

Published in Warsztat pisarski
piątek, 11 sierpień 2017 23:10

Czym jest marysuizm?

Idealna od stóp do głów. Piękna, uwodzicielska, osiągająca same sukcesy. To właśnie jest postać w typie Mary Sue, czy też Marysi Zuzanny. Występuje nie tylko w żeńskiej, ale i w męskiej postaci, przybierając imię Gary, Larry lub Marty Stu. Co to za postać i czy warto ją wykorzystywać?

Nieidealny ideał

Choć marysuistycznymi postaciami najczęściej określa się takie, które nie posiadają wad, ciężko jest uznać, iż wszystkie one są pozytywne. Istotnym elementem bohatera w typie Mary Sue jest fakt, iż jest on bardzo mocno przerysowany. Jeśli to przestępca, to najpewniej genialny, seryjny morderca. Jeśli buntowniczka, to taka, która ubiera się na czarno. Drugą charakterystyczną cechą tej postaci jest bowiem tragiczna biografia, w której nie brak najgorszych przeżyć jak bycie ofiarą gwałciciela, nauczyciela-dręczyciela czy też będąca ofiarą przemocy w rodzinie. Co istotne – te elementy mogą, lecz nie muszą występować, aby uznać postać za marysuiczną.

Czy wykorzystywać Mary Sue?

Po prawdzie każdy z nas, w bardziej lub mniej świadomy sposób, tworzy takiego bohatera. Powód jest prosty – łatwo uzupełnia akcję, choć rzadko staje się postacią pierwszoplanową. Drugim powodem jest fakt, iż z formalnego punktu widzenia nie ma żadnych typowych cech, aby uznać daną postać za Marysię Zuzannę. Tak naprawdę może nią być każdy bohater, który posiada pewne wyidealizowane cechy i to niekoniecznie wszystkie.

Jak wykorzystać Mary Sue?

Najlepiej się sprawdza jako postać poboczna, która albo wzbudza ogólny zachwyt, albo irytację w innych. Na pewno powinna być charakterystyczna i łatwa do zapamiętania przez czytelnika. Istotne jest, że typowa Mary Sue nie powinna raczej popełniać błędów, dlatego nie powinna ona brać udziału w jakichkolwiek porażkach głównego bohatera. Postać marysuiczną najlepiej stworzyć w formie idealnego, zawsze wychwalanego rodzeństwa, lepszego od głównego bohatera, przyjaciela czy też jego mentora.  

Published in Warsztat pisarski
niedziela, 06 sierpień 2017 01:22

Jak opisać ślub bohaterów?

Ona w białej sukni. On w czarnym garniturze. Mówią sobie „tak” i odtąd żyją długo i szczęśliwie. Tak w skrócie wygląda ceremonia zaślubin. Jednakże w książce warto ją szerzej opisać, najlepiej w taki sposób, aby czytelnik czuł podniosłość tego wydarzenia. W jaki sposób stworzyć scenę ślubu, aby nie wyszła kiczowata?

Wybierz perspektywę opisu

Czy chcesz całość opisać z perspektywy któregoś z młodych, czy też ich rodziny a może znajomych? To istotny element, ponieważ wpływa na to, co zawrze się w opisie. Państwo Młodzi będą bowiem zżerani przez nerwy, dzięki czemu paradoksalnie będą skupiać się na nieistotnych drobiazgach. Rodzice i najbliżsi krewni będą skakać wokół nich, chcąc zapewnić im maksymalną pomoc w tym ważnym dla nich dniu. A goście? Będą czekać na wielkie wejście Młodej Pary, obserwując to, co się wokół nich dzieje. To właśnie ta ostatnia opcja zapewnia najdokładniejszy opis sytuacji, w tym różnych zwyczajów i wydarzeń. Z kolei perspektywa Młodych pozwala na lepsze wczucie się w klimat i skupienie wyłącznie na pojedynczych elementach.

Wybierz specyfikę ceremonii

Jaki to będzie ślub – kościelny, cywilny a może zgodny z innym wyznaniem niż katolicyzm? Będzie huczny czy też w towarzystwie kilku najbliższych osób? Będziesz opierać się na znanych w naszym kręgu kulturowym zwyczajach, pokusisz się o zagraniczne elementy a może stworzysz (w przypadku fantastyki) coś zupełnie nowego? Te pytania są istotne, ponieważ pozwalają określić tor, którymi pobiegnie dalszy opis sceny ślubu. Po powyższych ustaleniach pozostaje bowiem już tylko rozpisanie sceny, której punktem kulminacyjnym jest przysięga i początek wesela. Istotne jest, aby nawet z perspektywy Państwa Młodych nie opisywać wszystkich wydarzeń, lecz wybrać te najciekawsze i najbardziej emocjonalne. Wówczas opis nie rozciągnie się na połowę książki.  

Published in Warsztat pisarski

Druga młodość, odkrywanie nowych pasji, całkowita zmiana w życiu – kryzys wieku średniego to wdzięczny temat dla powieści. Istnieje jednak pewien problem – był on już wielokrotnie wałkowany, zarówno przez pisarzy, jak i przez scenarzystów. W jaki sposób uniknąć sztampy i stworzyć dzieło na ten temat?

Nowa fura, nowa kobieta, nowa skóra

Kryzys wieku średniego kojarzy się z jednym – całkowitym przewrotem w dotychczasowym, spokojnym, życiu mężczyzny. Najczęściej taki facet kupuje sobie nowy, sportowy wóz, żonę wymienia na młodą kochankę a styl ubierania zmienia na bardziej buntowniczy. Czy zawsze tak musi być? Otóż nie – co więcej, w rzeczywistości bardzo rzadko przybiera on aż tak jaskrawy przebieg. Dlatego wyjściem z sytuacji jest skupienie się na szarym człowieku. Jak taki kryzys przechodzi zwykły Jan Kowalski? Czy faktycznie zmienia samochód i żonę, mając w planach spłatę kredytu przez następne 20 lat? A może kryzys dopadnie kobietę? Warto szukać nowych rozwiązań, zamiast skupiać się na standardowo przyjętych schematach. 

Czterdziestolatek?

Warto także zauważyć, iż współcześnie trudno mówić o kryzysie wieku średniego. Niegdyś ta nazwa była uzasadniona, gdyż dotyczył on osób około 40 roku życia. Współcześnie wiele osób taki kryzys przechodzi albo koło 30, albo 50. Dlatego trudno dziś powielać tę wyświechtaną nazwę. A skoro tak – równie dobrze problem można szerzej omówić. Skąd się bierze taki kryzys? Z czym jest związany i dlaczego dopada w takim, a nie innym wieku? Tutaj z pewnością przyda się znajomość psychologii i socjologii. 

Nie tylko komedia

Jak pokazał reżyser „American Beauty”, kryzys wieku średniego można pokazać w bardziej poważny sposób, ukazując jego mroczne aspekty. Warto takie podejście wykorzystać także w książce, wplatając głównego bohatera w szereg dramatycznych wydarzeń, wynikających z jego zmian w życiu. Dzięki temu można ukazać zupełnie inną stronę medalu, która może okazać się znacznie ciekawsza. 

Published in Warsztat pisarski