Przeczytaj raport i sprawdź, jak wydać książkę

Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem

Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem 5 lata 5 miesiąc temu #214

  • Witek
  • Witek Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 2
  • Oklaski: 0
Fragmenty daj, to poczytamy. Ale ogólnie to sprawa polega nie na tym o czym piszesz, tylko jak piszesz. To nie temat jest ważny tylko Twoje do niego podejście. To tak jakbyśmy się zastanawiali czy ładniejszym obrazem jest pejzaż czy portret.
Dlatego jak ktoś mówi mi co będzie malował i pyta czy to dobry temat to mówię, żeby malował to, co mu serce dyktuje bo nie ma złych ani dobrych tematów są tylko dobrzy i źli malarze.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem 6 lata 6 miesiąc temu #154

  • Rakas
  • Rakas Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 6
  • Oklaski: 1
Witam,
Dziękuje za cenne wskazówki. Dzięki Panu mam wgląd na to co może się nie podobać, co zmienić itp. W tym miejscu chciałbym zakończyć ten temat.
Pozdrawiam
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem 6 lata 6 miesiąc temu #153

  • Orcio
  • Orcio Avatar
  • Wylogowany
  • Senior forum
  • Posty: 49
  • Otrzymane podziękowania: 15
  • Oklaski: 2
Dzień dobry..
Przejście wydaje mi się bardzo płynne i poprawne.. I proszę zrozumieć, iż nie jestem autorytetem w dziedzinie pisania.. Też piszę jak dla siebie - tak jest najlepiej.. Też popełniam błędy.. I co do błędu - jedno zdanie, to o ścinaniu głów: "Jak to jest, że człowiek żyjący w czasach współczesnych przestał obawiać się katów wymierzających sprawiedliwość ścinając głowy", - coś mi tu nie brzmi jak powinno i dałbym kropkę zamiast przecinka, a kolejno zaczął nowe zdanie.. Całość bardzo mi się podoba.. Ma pan talent.. Przemyślenia są u mnie w cenie, nie tylko sucha treść.. Trzy razy "gdyby" - ja myślę, że to nie "tylko" ale już całkiem sporo.. Bardzo dobrze pan pisze proszę kontynuować.. Jeszcze co do PRZYPADKU - myślę, iż wszystko dzieje się z przyczyny, przypadki są bardzo rzadkie, a jeśli się zdarzają to są niewinne jak dzieci.. Ale pan może mieć własne zdanie, na ten temat.. Chyba Wolter powiedział: "nie zgadzam się, ale zawsze będę bronił twojego prawa do własnego zdania".. Nie wiem czy publiczność zrozumie pańskie wielkie litery.. Ja też jakiś czas tak pisałem lirykę.. Dużymi literami zaznaczałem, że coś powinno zabrzmieć donośniej.. Ale komentowali to w taki sposób, że nie pojmują.. Ja to rozumiem ale mało jest mi podobnych osób.. Acz wszyscy gdy patrzą na mnie myślą: "skoro on może, my też potrafimy".. Nie wiem..
Kłaniam się panu i mam nadzieję, że odrobinę pomogłem.. :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Rakas

Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem 6 lata 6 miesiąc temu #149

  • Rakas
  • Rakas Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 6
  • Oklaski: 1
Witam,
Jeszcze raz dziękuje za poświęcenie czasu i konstruktywną opinię. Zgadzam się z Pańską uwagą, że akcja w tym momencie mało co porusza się do przodu, aczkolwiek to celowy zabieg retardacji - zaraz po opisie burzy następuje diametralna zmiana sytuacji głównego bohatera. Jedyne co mnie przeraża, to moja nieświadomość w popełnianiu błędów (zarówno tych interpunkcyjnych i stylistycznych). W tym miejscu chciałbym podziękować za zwrócenie mojej uwagi na ten formalny aspekt pisania tekstów. Będę musiał poświęcić wiele czasu na poprawienie całej książki. Niestety zdaje sobie sprawę z tego, że wielu młodych ludzi nie interesują już rozbudowane i ciężkie opisy, jednakże taki mam styl i nie zamierzam tego zmieniać. Byłbym wdzięczny jeżeli byłby Pan w stanie przeczytać jeden z moich fragmentów dotyczących rozważań egzystencjalnych. Czy przejście pomiędzy akcją, a krotką formą eseju jest spójne?
FRAGMENT:
Gilbert właśnie skończył palić papierosa wdeptując go w ziemie i zastanawiał się nad tym jak przekazać mu kolejną ważną wiadomość. Wypuścił dym z płuc i spojrzał w ciemniejące niebo szukając odpowiedzi na to jak teraz będzie wyglądało jego dalsze życie. Nic. Żadnej wskazówki. Pomiędzy na przemian gasnącymi i jaśniejącymi gwiazdami oraz konstelacjami dryfował biały ptak rozpościerając swoje ogromne skrzydła. – Przypadek goni przypadek…- Pomyślał. Jak to jest, że człowiek żyjący w czasach współczesnych przestał obawiać się katów wymierzających sprawiedliwość ścinając głowy, jednak wciąż musi obawiać się niewidzialnych katów nieświadomie układających nas pod błyszczącą, bezlitosną gilotyną choroby. Los… Tylko trzy głoski. L-O-S, opisują tak wiele, a zarazem tak niewiele. Opisują coś czego nie jesteśmy w stanie odkryć. Coś czego nie znamy. GDYBY tak zastanowić się nad tym co czeka nas za pięć, dziesięć czy piętnaście lat. GDYBY tak zastanowić się co czeka nas za miesiąc czy dwa. GDYBY tak zastanowić się co czeka nas jutro. GDYBY, GDYBY, GDYBY. Tylko tyle. Zostaliśmy wyposażeni w umiejętność podróżowania w czasie. Niestety umiejętność ta ma ograniczenie. Na linearnej osi czasu możemy przenieść się wyłącznie wstecz powracając do wspomnień. Gdy chcemy przenieść się w przód umiejętność WSPOMINANIA zastępowana jest umiejętnością WYOBRAŻANIA. Mamy dwa przeciwległe bieguny; Wspomnienie-wyobraźnia, przeszłość-przyszłość. GDYBY, GDYBY, GDYBY!
Gilbert zasiadł za kierownicą i gdy spojrzał w boczne lusterko... - Dalszy ciąg.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem 6 lata 6 miesiąc temu #147

  • Orcio
  • Orcio Avatar
  • Wylogowany
  • Senior forum
  • Posty: 49
  • Otrzymane podziękowania: 15
  • Oklaski: 2
Dzień dobry..
Cieszę się, że mogę być pomocny..
Pierwsze dialogi trzeba raczej ująć w cudzysłów.. "Ale byłysnęło!..itd".. Bardzo ładne epitety i bogato nimi pan okrasza treść.. przesuwa się w stronĘ jasnego, już zanikającego horyzontu.. Wszedł do środka, kupił bilet i usiadł w praktycznie pustym wagonie. Na samym końcu wagonu(przedziału może) siedziała matka z córką.. siedziała matka z córką, którą przytulała do piersi tym samym nie pozwalając jej patrzeć na to (tu chyba pan pomylił podmiot) - Lepiej będzie, np. przytulała małą (bez którą i po kropce).. Ja urodziłem się w dzień gniewu Bożego i to jest trzeci wrzesień i jeśli pogoda ma być potwierdzeniem domysłu o dies irae to trzeba żeby błyskawica rozdarła niebo. Lunięcie deszczu według mnie to zaprzeczenie.. bezprecedensową(?)(może nie ujarzmioną) siłę przyrody.. Precedens jako termin książkowy oznacza (PWN): wypadek poprzedzający inny podobny, zdarzenie, rozstrzygnięcie służące za przykład lub uzasadnienie przy załatwianiu spraw analogicznych..
Fragment bardzo ładny.. Dużo opisów.. Ale to chyba się wyda mało ciekawe dzisiejszej publiczności.. Dużo pan określa, maluje słowem, koloruje, tonuje, a mało akcja idzie do przodu.. Acz ja powiem, że to lubię.. Bardzo lubię Emila Zola, który jak się go określa jest naturalistą i właśnie szczegóły, charaktery, przyroda - zajmują sporo jego treści.. Jak mówiła pani Ania, pani prowadząca warsztaty literackie w legnickiej bibliotece - "lubię wiedzieć gdzie siedzą, przy jakim stole, co jedzą i piją itd. itd".. Ja podzielam to zdanie - też chcę wiedzieć takie rzeczy.. Jest świetnie oby tak dalej, proszę szukać wydawcy..
Kłaniam się..
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Za tę wiadomość podziękował(a): Rakas

Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem 6 lata 6 miesiąc temu #142

  • Rakas
  • Rakas Avatar
  • Wylogowany
  • Świeżak
  • Posty: 6
  • Oklaski: 1
Witam,
Na wstępie dziękuje bardzo za pomoc i opinie. Zacząłem zwracać uwagę na zaimki i zorientowałem się, że mam ich wiele zbędnych w książce przez co wczoraj musiałem nad nią przysiąść i poprawiać. Czytałem polecone przez Pana artykuły Pani Ewy Wiecha oraz Pański blog i jestem pod wrażeniem.
Oto fragment mojej książki:
Oślepiający błysk właśnie rozjaśnił ciemne, zaspane i duszne miasto. Nie trzeba było długo czekać aby w ślad za obrazem, dudniący, basowy i przerażający dźwięk przeciął powietrze. Albert szedł przez zatłoczone ulice co rusz spoglądając na ludzi. W mieście panowała dziwna, napięta atmosfera. Ludzie śpiesznie wracali do domu trzymając jedną ręką swoje meloniki czy kapelusze. Znalazła się też grupka fascynatów, która komentowała typowe dla tego klimatu i pory roku zjawisko. Dało się słyszeć: - Ale błysnęło! Ciekawe jak jest daleko !? Przejdzie bokiem!- Sceptycznie powtarzał trzeci z gapiów. Dodatkowo całą mroczną atmosferę potęgował dzwon kościelny, który wybijał właśnie godzinę trzecią. Jakby z oddali, gdzieś z uchylonych okien (których ludzie jeszcze nie zdążyli zamknąć) dało się słyszeć płacz dzieci. W przeciągu kilku minut prawie cały Paryż opustoszał. Albert nie wrócił do domu licząc na to, że zdąży dojść do biura redakcji zanim lunie ulewa. Gęsta, kłębiasta i czarna jak smoła chmura zbliżała się do centrum miasta w zastraszającym tempie. Również w zastraszającym tempie zabierała ze sobą ostatnie promienie słońca wchłaniając tym samym ostatnie źródło światła. Latarnie uliczne włączane były dopiero o ustalonych godzinach wieczornych, dlatego też w mieście panowała straszliwa ciemność. Albert mógł tylko patrzeć jak chmura przesuwa się w stronie jasnego, już zanikającego horyzontu. Wsiadł do tramwaju, który jakby na żądanie podjechał na przystanek, gdy do niego podszedł. Wszedł do środka, kupił bilet i usiadł w praktycznie pustym wagonie. Na samym końcu wagonu siedziała matka z córką, którą przytulała do piersi tym samym nie pozwalając jej patrzeć na to (dla niektórych) przerażające zjawisko atmosferyczne. – Dies irae?- Pomyślał Albert. Gdy wypowiedział te słowa, z nieba jak przez wielkie sito lunęła masa wody. Kałuże na ulicach powstawały błyskawicznie. Albert jechał tak patrząc na krople, które spływały po szybie w akompaniamencie odgłosów burzy. Zastanawiające, że człowiek, który opanował praktycznie wszystkie dostępne rejony ziemi, wspiął się na wyżyny techniki, wyleciał poza planetę, zanurkował jedenaście kilometrów w głąb niej, może tylko komentować i z głupim uśmieszkiem patrzeć na bezprecedensową siłę przyrody, wobec której jest B E Z B R O N N Y. Albert dostrzegał w niej pewne piękno, którego wcale się nie obawiał. (Bo przecież czy można bać się piękna?) Jechał tak i słyszał krople deszczu spadające na dach tramwaju w równym tempie. Wybijały rytm, do którego co rusz przygrywały głębokie, jakby nosowe tenory grzmotów. W jego oczach odbijało się nie tylko światło emitowane przez wyładowania atmosferyczne. Dało się wyczytać bijącą z nich zwyczajną dziecięcą radość. Niepotrzebnie maszyna sporządzona przez człowieka próbowała zburzyć rytm spadających kropli poprzez dzwonek tramwaju, czy słynny dźwięk typowy dla pojazdów szynowych (TUTUTUTU). Człowiek i tak nie ma szans w starciu wirtuozów i musi oddać batutę najdokładniejszemu z nich.- Przyrodzie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
  • Strona:
  • 1
  • 2
Czas generowania strony: 0.530 s.