Przeczytaj raport i sprawdź, jak wydać książkę

Jerzy Piotrowski utworzył(a) nowy temat ' ORCIO jeszcze raz..' na forum. 9 miesięcy temu

Cześć ludzie..
Piszę znowu by propagować mój bloog i moją twórczość.. Zacząłem nowy cykl - dziewiąty niepodległy - nosi tytuł DZIEWIĄTE WROTA.. Norwid napisał świetny wiersz o mydle, wpisuję się w tę tematykę.. mniej wersów, krócej, rymy wracają.. Oddaję wszystkie.. Zachęcam też do kupna mojej publikacji, mojego oryginalnego czynu literackiego ADAGIA, CYTATY, PRZYSŁOWIA - wybór: Jerzy Piotrowski.. Do kupienia w Wydawnictwie Miniatura Kraków przez neta.. Mam już drugi zeszyt, ale musiałbym redagować, a strasznie staniało od kiedy sprzedałem - więc nie.. Trzeba umieć mówić : "nie", "tak" i "może być"..
Zapraszam na bloog : /www.orzel_zwyciezca.bloog.pl/..
Czytajcie wiersze największego rymotwórcy naszych czasów, sięgnijcie głęboko..
Pozdrawiam i kłaniam się.. ORCIO..

Czytaj więcej...

Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'Opinie Wasze, cenną wskazówką' na forum. 2 lat temu

Dzień dobry..
Bardzo ładny początek.. Może trochę nadużywa pani zaimków.. intryga ciekawie się zawiązuje.. no temat jest przedni - wampiryzm.. też się tym interesuję - tu odsyłam na bloog /orzelzwyciezca.bloog.pl/ tam druga część moich OPOWIEŚCI Z DRUGIEJ STRONY cała jest o grupie wampirów grasujących w Restrykcie Orłów.. rzecz jasna czekam na dalszy ciąg opowieści.. tekst jest poprawny i spójny, logicznie rozwija się fabuła.. trochę tylko trudno uwierzyć, że pani patolog mogła się skaleczyć o zęby, ale co tam drobny szlif powinien jakoś to wyjaśnić, albo trzeba dopisać, że gdy robiła zdjęcie rentgenowskie zębów to się skaleczyła.. proszę pisać czekamy dalszego ciągu albo odsyłacza na bloog gdzie będzie więcej o wampiryzmie i tych sprawach..

Czytaj więcej...

Ewa Sikorska-Jabłonowska podziękował(a) użytkownikowi 'ewikomega' w wiadomości ' Napisałem książkę i co dalej????'. 4 lat temu
arkadiusz nowakowski podziękował(a) użytkownikowi 'Arek.N' w wiadomości ' ocen fragment mojej ksiazki'. 4 lat temu
Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'ocen fragment mojej ksiazki' na forum. 4 lat temu

Dzień dobry panie Arkadiuszu..
Po pierwsze coś mi tu brzmi nielogicznie - skoro ma ręce w kajdankach, to jak może mieć je rozłożone - podobny miłemu panu Jezusowi na krzyżu?.. Do pokoju weszło dwóch facetów, chyba lepiej brzmiałoby mimo wszystko mężczyzn.. Ale spoko.. Ale ma pan wyobraźnię mroczną - te obcinanie głowy i tortury, jednocześnie doskonale to rozumiem, też epatuję krwią w swoim pisaniu.. "Żebyście mogli sobie porozmawiać" - zupełnie dobrze brzmiałoby bez nadużycia zaimka "sobie", można tego oszczędzić, ale może ma pan jakiś cel w tym..
Po drugie - świetnie pan pisze.. Bardzo poprawnie, z sensem i treścią.. Fragment i wcześniejsze komponują się w kryminalną, "bandycką" całość.. Może to interesujące.. Ja piszę książkę z gatunku fantastyki.. Jeśli mogę ocenić to ma pan u mnie bardzo dobry.. Ciekawe czy szuka pan wydawcy, albo chce publikować samemu?.. Jeszcze raz powiem - świetnie!..
Kłaniam się.. :P
Więcej

arkadiusz nowakowski podziękował(a) użytkownikowi 'Arek.N' w wiadomości ' ocen fragment mojej ksiazki'. 4 lat temu
Joanna Żak podziękował(a) użytkownikowi 'Tammara' w wiadomości ' Skąd czerpiecie pomysły na książkę?'. 4 lat temu
Jerzy Piotrowski utworzył(a) nowy temat ' Jak się wzorować to na najlepszych' na forum. 4 lat temu

Dobry wieczór..
Chciałem się podzielić z czytelnikami moim ostatnim zajęciem.. Skoncentrowałem wypisy na charakterystyce postaci.. Żeby stworzyć bohatera z krwi i kości potrzebna jest profesjonalna prezentacja.. Czytając powieść RZYM Emila Zola wyłowiłem kilka fragmentów, ów genialny Francuz prezentuje postacie zwięźle, ale wymownie.. Wie doskonale o czym świadczy jakiś rys, jakieś zgrubienie czy cokolwiek podobnego.. Przeważnie wnioski wysnuwa z wyglądu twarzy, acz nie brakuje też innych cech.. Z kolei Józef Ignacy Kraszewski, w powieści historycznej o dziejach Polski KORDECKI przedstawia postacie raczej obszerniej.. Dokładniej, zwracając uwagę na więcej cech rysopisu.. Niemniej genialnie.. W powieści Polaka mniej jest bohaterów, może dlatego opisy są dłuższe..

Józef Ignacy KRASZEWSKI
KORDECKI..

Był to średniego jeszcze wieku człowiek, wzrostu miernego i twarzy wcale nie bohaterskiej; rysy jego znamionowały tylko silną duszę, charakter nieugięty i rozum jasny, dobroduszna łagodność łączyła się w nich z męstwem i wytrwałością. Siwe źrenice bystro spoglądały wprost na każdego nie schylając się przed nikim, nie obawiając śledczego badania, same wnikając w głąb duszy; nad nimi brew gęsto zarosła już siwieć poczynała. Czoło miał szerokie, zorane kilkoma poprzecznymi marszczkami, które raczej wiek i praca, niż troska zakreśliły; usta rumiane i szeroko roztwarte miały ten wyraz siły i dobroci razem, który oznajmuje wielkich mężów, zawsze gotowych do boju i pewnych dotrwania. Widać było, że często igrał na nich uśmiech łagodny, że rozkazując umiały ten rozkaz uczynić miłym, a w potrzebie nieodwołalnym i strasznym tą potęgą woli niezłomnej, której nikt wytłumaczyć nie potrafi, a wszyscy słuchać muszą.

Łysego, krągłego, z jasnym wąsem człowieczka

Słuszny, pięknego wzrostu, w sile lat i zdrowia mężczyzna, z czarnym wąsem i włosem, z szabelką w czarnych pochwach u pasa, z czapką w ręku i delią na plecach.

Otyły, z orlim nosem i ruchawym wzrokiem, pleczysty mężczyzna, kulał trochę na nogę, bo ją niedawno (...) nadwichnął (...) dawniej wojskowy i krzykacz, zawadiaka do kielicha i korda gotowy, zresztą szlachcic w całym znaczeniu.

Niewiasta w żebraczym odzieniu (...) Zwano ją, po imieniu tylko, Konstancją (...) Istny to też był szkielet, na którym wyżółkła trzymała się skóra, osobliwszą siecią zmarszczek pokryta. Wysokiego wzrostu, chuda, nieco przygarbiona, z kijem w ręku, z płachtą szarą na głowie, w obdartym sieraku i chustach pooplątywanych na ramionach, z torbą pustą na plecach, godłem stanu (...) uderzała wyrazem twarzy zeschłej, bladej, a ożywionej jakby obłąkanym uśmiechem, który jej nigdy nie opuszczał. Czarne oczy, ogniste, spod brwi siwej błyskające, od tego śmiechu wiekuistego otoczyły się promienistymi fałdami, rozchodzącymi się od ust i na czoło. Gęba bezzębna, na wpół otwarta, śmiała się także, a nos prosty, niewielki poruszał się przy tym z całą twarzą, drgającą i jakby wykrzywiającą się. Kilka kosmyków siwych włosów wymykało się spod płachty i na skroń spadało. Ruch żebraczki nad wiek jej był żywy, głos donośny, a wśród poskoków, śpiewów i chichotania, z jakimi ją zawsze widywano, coś smutnego się przebijało, cechującego obłąkanie, owoc wielkiej przecierpianej boleści... nie była wszakże szaloną: pamięć, przytomność, przebiegłość, nawet dowcip jej pozostał, ale ten śmiech, okryty łachmanami i zgrzybiałością, zdawał się wyrobionym siłą, wywołany postanowieniem jakimś.

Miller był wojakiem (...) innego kraju człowiekiem, żołnierzem bez myśli uszlachetniającej to rzemiosło krwawe, wzniesienia się, sławy lub przyłożenia do dobra kraju, bez przyszłości, cały w dniu dzisiejszym. Dla niego schwycić co najwięcej, użyć jak najrozkoszniej, zbogacić się, nie patrząc środków, było celem jedynym. Dróg, którymi szedł do celu nie wybierał, ale też nie miał pozorów cnoty i pięknych słów w ustach (...) Żołnierz a gbur, szedł po żołniersku przebojem, nie licząc krwi, którą rozlewał, śmiejąc się z psot i występków żołdactwa, wieszając i rabując i nie czując ani zgryzoty sumienia, a obrzydliwości swojego zawodu (...) Sam protestant, nie tylko nie szanował świętości, ale, jakby na nich mścił swoje odstępstwa, kalał je chętnie, naigrywał się im i nie szczędził ani kościołów, ani ludzi Bogu poświęconych. Hulaka przy kielichu i biesiadzie, miał czasem dzikie popędy, a nie mogąc ścinać, rozbestwiony bił i wymyślnie karał, bawiąc się męczarnią. Mało mówił śmiał się tylko lub łajał. Zresztą prosty człowiek, pióra w ręku nie lubił, a gdy szło o traktowanie, o listy, chętnie się drugimi posługiwał. Straszniejszego człowieka nie miało wojsko szwedzkie, dla bezbronnych zwłaszcza (...) szedł wszędzie jak plaga, bez litości, a po sobie zostawiał tylko pustki i węgle... Dla niego krwi przelew, jęk, prośba, łzy były widokiem lub całkiem chłodnym, albo szmerem dokuczliwym, ale niczym wstrętliwym i poruszającym. Patrzał, słuchał, trawił spokojnie, bez wzdrygnienia siekł i siec pozwalał, zabijał z zimną krwią, z sumieniem dziecięcia, co drgające rozdziera zwierzątko, i nie pojmuje nawet, żeby to mogło być inaczej. Wiara jego była całkiem powierzchowna; spełniał jej obrzędy dla żołnierza z punktualnością przykładną, prowadził na nabożeństwo jak na przeglądy; ale ani się kiedy zamyślił nad rzeczami wiary, ani czuł jej potrzebę. Żył na ziemi brzuchem tylko i ciałem, a oczy jego, brwią i powieką zarosłe, nigdy się wyżej nie podnosiły. Wierzył za to we wszystkie czary, gusła i tym podobne mary bardzo szczerze, bardzo bojaźliwie i niczym tak się nie przerażał jak nimi.

W tłumie szlachty siwą, ołysiałą głową, ponurą i groźną górował. Wzrok jego zasępiony brwią nawisłą, a zimny i chmurny, ciężko obracał się dookoła; szedł ale się nie modlił, jakby mu kamień usta nacisnął. Postać to była poważna, lecz straszna: starzec z wyrazem siły i niepokonanej woli na czole, ustami dumnymi, silnymi barki i ruchami gwałtownymi jak dusza. Znać było w rysach, znać w zmarszczkach głębokich, że silne namiętności jego życie przepaliły, że cierpiał, używał i bolał, a walczył, nie poddając się do końca. Ciężka szablica wlokła się za nim jakby się na niego skarżyła; jedną ręką trzymał się w bok, w drugiej niósł pogniecioną czapkę z kitą. Oblicze to przeniesione nad tłum wzrostem (...) przerażało zamarłym na nim wyrazem uporu i samowoli. Znać myślą był gdzieś indziej, bo wzrok błądził nieuważny, szklany, to tu, to ówdzie zwracając się, z jedną ciągle, dziką obojętnością, z duszy na wierzch wypędzoną.

Emil ZOLA
RZYM..

Był to posiwiały lew, jeszcze wspaniały, silny i wielki. Gęste srebrne włosy jeżyły się na potężnej głowie. Usta miał grube, nos wielki, jakby nieco spłaszczony, czarne, błyszczące oczy i długą, białą, falistą brodę jak bogowie na starożytnych posągach. Ta twarz pełna wyrazu świadczyła o burzach, jakie wstrząsnąć musiały niegdyś tym niepospolitym człowiekiem; lecz wszystkie te burze czy to zmysłowej, czy to intelektualnej natury wyładowały się w gorącym patriotyzmie i nieokiełznanej żądzy niepodległości.

Przyglądali się tej dużej twarzy, wychudłej, łagodnej i smutnej, z rzadkimi siwiejącymi już rudymi włosami, o pięknych, tkliwych, niebieskich oczach, marzycielskich i płomiennych.

Twarzy jasnej i wesołej jak woda życia

Szczególnie szyja była niezwykła, zdumiewająco cienka nić, szyja małego ptaszka, bardzo starego i bardzo białego. Alabastrowa blada twarz miała charakterystyczną przezroczystość, poprzez wielki władczy nos przeświecało światło lampy, jakby krew całkowicie odpłynęła. Olbrzymie usta, o wargach jak śnieg, przecinały cienką linią dolną część twarzy i tylko oczy pozostały piękne: młode połyskliwe jak czarne diamenty – cudowne oczy o takim blasku i sile, że otwierały dusze i zmuszały do głośnego wyznawania prawdy. Rzadkie włosy opadały spod białej nalotki w lekkich, białych lokach otaczając bielą szczupłą, białą twarz, której brzydota oczyszczała się w tej bieli.

Wysoki, szczupły i bardzo elegancki, miał jasną cerę, niebieskie o fiołkowym odcieniu oczy, płowy, lekko falujący zarost i ułożone w loki blond włosy przycięte nad czołem modą florencką.

Nogi miał wielkie, ręce żylaste, twarz pokrytą śladami ospy i ogorzałą, którą rozjaśniały czarne, niezwykle bystre oczy. Krzepki jak na swoje czterdzieści pięć lat, przypominał bandytę ukrywającego się w księżym, zbyt obszernym ubraniu, pod którym rysowała się jego koścista postać.

Wyższy od ojca i raczej krępy, miał zarys głowy równie energiczny i silny jak stary Orlando, włosy czarne, jasną cerę i bujne wąsy i oczy, podobnie jak u ojca, patrzyły szczerze, choć chwilami zapalały się w nich ostre błyski. Usta tylko były zupełnie inne. Młody hrabia miał zęby jak wilk, a usta zmysłowe, żarłoczne i drapieżne, jakby gotów w każdej chwili rzucić się na zdobycz.

Energicznej twarzy ślady zmęczenia, przedwczesną sieć zmarszczek, opuszczone kąciki ust świadczące o wyczerpaniu i zniechęceniu wieczną walką.

Nosił mundur, miał młodzieńczą pełną życia i energii postawę i odziedziczone po matce niebieskie oczy o szczerym i otwartym spojrzeniu. Był uosobieniem młodości i miłości. Entuzjazm i wiara we własne siły bijące z jego postaci mówiły, że nie kieruje się niskimi pobudkami.

Siwe pukle włosów tak samo opadały mu na ramiona, miał tę samą pociągłą twarz o wydatnym nosie i wąskich ustach, porysowaną licznymi, głębokimi zmarszczkami, te same płomienne oczy w bladym obliczu i gęste czarne brwi.

Czterdziestoletni, czarno ubrany mężczyzna, który przypominał lokaja z bogatego domu i zakrystiana z katedry. Miał przystojną, wygoloną, układaną twarz i wydatny nos między szeroko wykrojonymi jasnymi, nieruchomo patrzącymi oczyma.

Zmysłowe, pełne wargi, olbrzymie, bezdenne oczy i delikatna dziecięca twarzyczka mówiły o dwoistości jej natury.

Gruby nosowy głos, zadziwiający u człowieka tak wątłej budowy.

Młoda, bardzo ładna szatynka o matowej cerze i wielkich, łagodnych oczach; zwracała uwagę wdzięczną prostotą i skromnym wyglądem. Suknię miała jedwabną, koloru zwiędłych liści i wielki, nieco fantazyjny kapelusz.

W jego długiej twarzy ascety, o wąskich ustach, wąskim nosie i wąskiej znamionującej upór brodzie, szare oczy miały krępującą nieruchomość. Okazał się zresztą bardzo rzeczowy, bardzo prosty i rzekł z lodowatą grzecznością.

Nalana twarz i wygląd chytrej, wścibskiej starej panny w czarnej spódnicy przejmowały go wstrętem.

Miał twarz o żywych kolorach, wydatny nos, mięsiste wargi i wygląd młody i krzepki mimo sześćdziesięciu lat.

Było to prawie dziecko, młodzieniec zaledwie dwudziestoletni, jeszcze bez zarostu, o jasnej urodzie, jakie rozkwitają czasami w Neapolu, z długimi włosami w lokach, cerą jak płatki lilii, różanymi ustami i oczami o wyrazie tęsknym i marzycielskim, przepojonym nieskończoną słodyczą.
Więcej

Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'Skąd czerpiecie pomysły na książkę?' na forum. 4 lat temu

Dzień dobry..
W moim skromnym mniemaniu najczystszym źródłem inspiracji jest Muzyka.. Co jeszcze myślę, że poezja, liryka, wiersze kondensują najwięcej treści.. Kolejno proza i dramat - tu bym nie rozsądzał, które z tych tworzyw mieści w sobie więcej.. Niektórzy pisali gdy patrzyli na obraz czy rzeźbę ale ja nigdy nie próbowałem.. Sztuka to najwyższa forma konsumpcji - czyli wniosek jest prosty trzeba konsumować.. Najlepiej wszystkiego po trochę.. Sztuka -jak mawiał Witold Gombrowicz - "jest zawsze czymś więcej i w tym co przekracza interpretację jest najbardziej sobą" - to jak z Wielką Miłością.. Trudno to powiedzieć co sprawia, że piszemy.. Jakiś niemy przymus, wyższa racja.. Podobno najlepsze scenariusze pisze samo życie.. Może to przerabiać na książkę - ale tu myślę dominują seriale.. Książka i słowo ma tę przewagę, że można dołożyć pierwiastek nadzmysłowy.. Coś co wymyka się definicji - transcendent.. Poza tym można jawić anioły, dyabły, można wszystko, ogranicza nas jedynie wyobraźnia..
Druga rzecz w odpowiedzi do pani Tammary - pani chce być akceptowana.. To raczej zdrowe pragnienie.. Ale ja widzę to zupełnie inaczej - tak jak Zaratustra - kto zna czytelnika ten dla niego robił nic nie będzie.. Najlepiej się pisze tak jak dla siebie.. To własną duszę zlecza balsam słów, oczyszcza ducha z tego drążenia.. A jeśli w naszym pisaniu - gdzieś rozpowszechnionym - odnajdują coś z siebie, coś z własnej współczesności, coś co ich interesuje, co wzrusza albo cieszy - czytelnicy to chyba tym lepiej.. Można wówczas zobiektywizować pojęcie na swoje rzeczy.. Gdzieś wyczytałem albo nasunął mi się taki wniosek, że z pisania nigdy nic dobrego nie wynika.. Ale to chyba gdy słucha się tych demonów.. Gdy ma się serce i rozum, zasady to można naprawiać świat - wiadomo naprawia się świat tylko pod własne dyktando.. Ale kto pochwali jak ty swojego nie pochwalisz?.. Rozejrzyj się, rozejrzyj się..
Dobra dosyć na dziś..
Więcej

Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'Papier czy klawiatura' na forum. 4 lat temu

Dzień dobry..
Ja piszę rękopisy na papierze.. Wolniej klikam w klawiaturę i żeby nieśmiałe myśli przede mną nie uciekały, albo kreślące się logicznie treści nie zanikały, piszę na papierze długopisem.. Najczęściej niebieskim i czarnym.. Dzienniki piszę od kilku lat tylko czarnym tuszem długopisu.. Dzienniki, diariusze, z kobieca - pamiętniki.. Moje notatki, wolno się klejące myśli..
Na komputerze tworzę pliki dopiero w drugim rzędzie.. To ma tę zaletę, że przeprowadza się zarazem pierwszą redakcję tekstu.. Bo wiadomo, żeby dopieścić tekst, wymuskać, doszlifować trzeba go czytać po wielekroć.. Jedno czytanie w moim przypadku nie wystarcza i muszę poświęcać więcej czasu by tekst miał jak najmniej błędów, był poprawny.. Jest też wówczas okazja coś dopisać, cokolwiek przestawić.. Tak jak mówię ma się wówczas do czynienia z pracą redaktora czy korektora.. Papier ma też tę zaletę, że utrwala tekst na długi czas.. Nie zaginie on w czasach tak przecież popularnego hakerstwa.. Jakiś błąd dysku, niewłaściwe wyłączenie maszyny może powodować stratę tekstu, a mając go na papierze jest większa pewność, iż nasze dzieło nie przepadnie.. Miałem trochę tekstów na dysku tylko, maile zapisane i nie utrwalone na cd czy innym nośniku.. Zepsuł mi się twardy dysk i sporo pisania mi przepadło.. Mogę winić jedynie siebie.. Teraz mam teksty na HDD, na HDD zewnętrznym i na pendrive oraz niekiedy zapisuję teksty na płytach cd, zabezpieczam się przed utratą najcenniejszych dla mnie rzeczy - moich liryków, prozy itd. itd.. Ale wracając do meritum - piszę rękopisy tuszem długopisów, po czym dopiero tak utrwalone wklepuję w komputer.. Może to podwójna robota ale mam 33 lata i kiedyś nie było w domu edytora tekstu, bo komputery były - zaczynałem przygodę od commodore64.. Pisałem już wówczas krótkie teksty i pisałem je tuszem, tak mi to weszło w krew, że do dziś dnia jestem trochę staroświecki i piszę w zeszytach czy luźnych stronach.. :P
Więcej

Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'ocen fragment mojej ksiazki' na forum. 4 lat temu

Dzień dobry..
Zacznę cytatem z kawałka HOLLYWOOD UNDEAD: "crack like one crack like two crack like three crack like four - thats not enough crackers - here come two more - still not enough to feed this whors" jakoś tak.. Nie proszę pana nie będę tego czytał przykro mi.. Te tematy mnie nie interesują.. dziury.. jaką opcję pan woli: garb na plecach, wrzód na dupie czy kamień w bucie.. jestem prawie niby święty.. może bluźnierca ale świętości nie bezczeszczę.. to nie dla mnie książka.. ale już po początku widać, iż bardzo poprawnie pan pisze.. tyle mogę rzec.. i wszystkiego po trochę to tak jak ja co dnia.. tak to się toczy 360 dni do roku hi hi..
Pozdrawiam i kłaniam się i może zasugeruję coś z ważką treścią a nie zwierzęce instynkty..
Więcej

Arkadiusz Kocimski podziękował(a) użytkownikowi 'Rakas' w wiadomości ' Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem'. 4 lat temu
Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem' na forum. 4 lat temu

Dzień dobry..
Przejście wydaje mi się bardzo płynne i poprawne.. I proszę zrozumieć, iż nie jestem autorytetem w dziedzinie pisania.. Też piszę jak dla siebie - tak jest najlepiej.. Też popełniam błędy.. I co do błędu - jedno zdanie, to o ścinaniu głów: "Jak to jest, że człowiek żyjący w czasach współczesnych przestał obawiać się katów wymierzających sprawiedliwość ścinając głowy", - coś mi tu nie brzmi jak powinno i dałbym kropkę zamiast przecinka, a kolejno zaczął nowe zdanie.. Całość bardzo mi się podoba.. Ma pan talent.. Przemyślenia są u mnie w cenie, nie tylko sucha treść.. Trzy razy "gdyby" - ja myślę, że to nie "tylko" ale już całkiem sporo.. Bardzo dobrze pan pisze proszę kontynuować.. Jeszcze co do PRZYPADKU - myślę, iż wszystko dzieje się z przyczyny, przypadki są bardzo rzadkie, a jeśli się zdarzają to są niewinne jak dzieci.. Ale pan może mieć własne zdanie, na ten temat.. Chyba Wolter powiedział: "nie zgadzam się, ale zawsze będę bronił twojego prawa do własnego zdania".. Nie wiem czy publiczność zrozumie pańskie wielkie litery.. Ja też jakiś czas tak pisałem lirykę.. Dużymi literami zaznaczałem, że coś powinno zabrzmieć donośniej.. Ale komentowali to w taki sposób, że nie pojmują.. Ja to rozumiem ale mało jest mi podobnych osób.. Acz wszyscy gdy patrzą na mnie myślą: "skoro on może, my też potrafimy".. Nie wiem..
Kłaniam się panu i mam nadzieję, że odrobinę pomogłem.. :)
Więcej

Joanna Żak podziękował(a) użytkownikowi 'Tammara' w wiadomości ' ocen fragment mojej ksiazki'. 4 lat temu
Jerzy Piotrowski podziękował(a) użytkownikowi 'Orcio' w wiadomości ' ocen fragment mojej ksiazki'. 4 lat temu
Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'ocen fragment mojej ksiazki' na forum. 4 lat temu

Dzień dobry..
Zacznę od pierwszego wniosku jaki mi się nasunął: pani bohaterka jest mocno nieśmiała, albo raczej zażenowana błahymi sprawami, często chce zniknąć, zapaść się pod ziemię, uciec czy coś w ten deseń.. Za dużo przyimków (tu, tam).. Świetnie pani wplata różne szczegóły w treść opowieści.. Chciałbym widzieć więcej dumy i kobiecości w pani bohaterce.. Pluć komuś do jedzenia, bić po buzi - to mi nie licuje z tym co chciałbym widzieć.. Ale to oczywiście pani postać, pani ją kreuje.. "Że mimo gniewu w oczach, czuje się niekomfortowo" to brzmi trochę nielogicznie, ale może czegoś nie rozumiem.. Mocno pani wszystko dostrzega.. Odczuwa.. Ja widzę świat zupełnie inaczej, dlatego lubię książki, znajduję w nich życie z dużą intensywnością, jakiej nigdy nie znajdę w rzeczywistości (to z Witkacego).. Ślicznie pani pisze, zostanę pani fanem, największym pani fanem.. Rewelacja.. Musi pani domuskać, doszlifować najmniejszy drobiazg i wydać tę książkę.. Życzę pani wielkiego sukcesu.. Bardzo dobrze obyczajowo to wygląda.. Jestem pełen podziwu dla pani talentu, w tak młodym wieku (wiem teraz pani chce być dojrzalsza, bardziej czcigodna) ma pani czas.. Proszę pisać - będę komentował..
Pozdrawiam i kłaniam się.. :P
Więcej

Joanna Żak podziękował(a) użytkownikowi 'Tammara' w wiadomości ' ocen fragment mojej ksiazki'. 4 lat temu
Arkadiusz Kocimski podziękował(a) użytkownikowi 'Rakas' w wiadomości ' Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem'. 4 lat temu
Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'Połączenie egzystencjalno-filzoficznej powieści z romansem' na forum. 4 lat temu

Dzień dobry..
Cieszę się, że mogę być pomocny..
Pierwsze dialogi trzeba raczej ująć w cudzysłów.. "Ale byłysnęło!..itd".. Bardzo ładne epitety i bogato nimi pan okrasza treść.. przesuwa się w stronĘ jasnego, już zanikającego horyzontu.. Wszedł do środka, kupił bilet i usiadł w praktycznie pustym wagonie. Na samym końcu wagonu(przedziału może) siedziała matka z córką.. siedziała matka z córką, którą przytulała do piersi tym samym nie pozwalając jej patrzeć na to (tu chyba pan pomylił podmiot) - Lepiej będzie, np. przytulała małą (bez którą i po kropce).. Ja urodziłem się w dzień gniewu Bożego i to jest trzeci wrzesień i jeśli pogoda ma być potwierdzeniem domysłu o dies irae to trzeba żeby błyskawica rozdarła niebo. Lunięcie deszczu według mnie to zaprzeczenie.. bezprecedensową(?)(może nie ujarzmioną) siłę przyrody.. Precedens jako termin książkowy oznacza (PWN): wypadek poprzedzający inny podobny, zdarzenie, rozstrzygnięcie służące za przykład lub uzasadnienie przy załatwianiu spraw analogicznych..
Fragment bardzo ładny.. Dużo opisów.. Ale to chyba się wyda mało ciekawe dzisiejszej publiczności.. Dużo pan określa, maluje słowem, koloruje, tonuje, a mało akcja idzie do przodu.. Acz ja powiem, że to lubię.. Bardzo lubię Emila Zola, który jak się go określa jest naturalistą i właśnie szczegóły, charaktery, przyroda - zajmują sporo jego treści.. Jak mówiła pani Ania, pani prowadząca warsztaty literackie w legnickiej bibliotece - "lubię wiedzieć gdzie siedzą, przy jakim stole, co jedzą i piją itd. itd".. Ja podzielam to zdanie - też chcę wiedzieć takie rzeczy.. Jest świetnie oby tak dalej, proszę szukać wydawcy..
Kłaniam się..
Więcej

Jerzy Piotrowski odpowiedział(a) w temacie 'ocen fragment mojej ksiazki' na forum. 4 lat temu

Dzień dobry.. Komentarz do fragmentu pana Arkadiusza..
Po pierwsze - fajne foto.. Witkacy się fotografował z papierosem w zębach hi hi..
W środku przytłumione światło i niebiański wystrój. Wyzwalało się uczucie jakbyś przeniósł się z ziemskiego padołu do bram nieba.. ( ja bym to tak napisał) ale to drobiazg nie wiem czy warty poprawiania, czy pańskie zdanie nie jest bardziej poprawne.. opatuliła(?) może otuliła.. LIDIA - piękne imię - jak moja mama..W ostatniej chwili zrezygnowała ze swoim (ze swoich) koronkowych majteczek. Jako stała bywalczyni przybytku zabawy i rozpusty do środka zostali wprowadzeni(została wprowadzona)..który przesuwał się po całym lokalu niczym tętniąca w rytm muzyki żywa masa.. które walczą o to co wieczór.. strojąc się w swoje najlepsze kreacje, cierpliwie czekająC na selekcję..
Świetny pomysł z klubem i poziomami, jak w Hongkongu są strefy gdzie wchodzi się tylko z dziewięcioma pinami.. Wszystko jak najbardziej poprawnie.. Drobiazgi, które się szlifuje kolejny raz czytając dzieło.. Tak już musi być.. Czekam na następny fragment..
Kłaniam się.. :P
Więcej